Pocztówka z wakacji

Pięć dni w cieniu cyprysów, wśród dźwięku cykad. W nocy księżyc świeci jak oszalały, po cykadach świerszcze przejmują zmianę. W dzień słońce przypieka tak jak powinno, tak jak mu wypada właśnie tu na południu Francji, w pobliżu Prowansji. Stare mury domu mruczą cicho, w ich cieniu lekko sapie pies. W oddali słychać dzwoneczki owiec, w pobliżu trzy osły chowają się przed słońcem. Ja pogryzam dojrzałe morele i obracam kartki, jedną za drugą, pracowicie, nieustannie. W menu: Georges Perec, dwie porcje i jeden Zola. Krótkie wycieczki, dwudniową weselną fetę czy spływy kajakiem traktuję tylko jako konieczny przerywnik.

Pięć dni, trzy książki, oliwki, wino i świeże łupinki po migdałach. Pięć dni w raju.

15c komentarze/y do Pocztówka z wakacji

  • czara

    @Moni,
    a może to lawenda była? :)

  • moni

    Czaro może to pachniały migdały? Chociaż ten zapach nie był tak słodkawy.
    No cóż, przyjdzie nam to sprawdzić:)

  • czara

    @Spacery :)

    @Guciamal
    „Starzeję” w sensie ewoluuję. To, co podobało mi się szaleńczo parę lat temu, już dzisiaj traci trochę swoją świeżość. Może znam już wszystkie tricki Zoli, a może trafiłam na nie „tę” książkę.

    @Moni
    ja bardzo lubię południe Francji, zwłaszcza te mniej turystyczne regiony, jak prowansalską część La Drôme. Świetnie tam wypoczywam. Zapach orzechów? My zrywaliśmy migdały więc akurat bardziej to one mi pachniały ;)

    @Bee
    śledzę Twoje prowansalskie wpisy i świetnie Cię rozumiem :)

    @Chiaro
    dziękuję bardzo!

  • ardiola

    Czaro, dziękuję Ci za taką miłą i wspierającą odpowiedź. Tak, mam tu do czynienia ze wspaniałymi ludźmi i ich wibrującą energią, w większosci Anglosasi, ale naprawdę bardzo kochają Francję i tworzą tutaj swój dom, swoje nowe kolonie, a Francuzi w tym współuczestniczą. Moim problemem jest zal, że całe poprzednie lata spędziłam w takiej brzydocie dookoła, mieście bez tradycji chociaz z wielowiekową historią,bo inteligencję wybili w czasie wojny i ona tu nie powróciła,prawdziwych robotników tez nie ma, chociaz miasto hutnicze, bo to byli okoliczni chłopi sprowadzeni do pracy. Ja przeprowadzałam sie z bloku do bloku, do jakies lepszej klatki dosłownie i w przenośni, i nie czuje zadnej bliskosci z tymi miejscami,wręcz niechęć,że tu musiałam mieszkać i taka mentalność homo sovieticus przeniknęła mną do głębi. Nikt by o mnie tak nie powiedzial,wręcz przeciwnie, starałam się zawsze być ekscentryczna, na przekór, ale ja jestem świadoma tego captive mind, parę moich najbliższych przyjaciół z kraju równiez, i oni są moim jedynym skarbem z tamtego zycia. A moj mąż, chociaz Amerykanin, niby bez historii, a zna swoich przodków na ok 200 lat wstecz. Ale on pochodził z doskonałej, senatorskiej nawet rodziny,/sam też znacznie zubożał, bo to stary hippis!, dziwi się , ze jeszcze zyje, :)))/,ale u jego siostry są historyczne pamiątki. A ja, jak większosc naszego narodu chyba, to takie niewiadomo kto. I dlatego ten żal tak mnie dręczy i nie pozwala się cieszyć nowym zyciem, ponadto swiadomosc, że moj czas jest już w pewnym sensie ograniczony. Ale obiecuję być bardziej optymistyczna, bo mam tutaj kazdego dnia piękną przygodę i niezwykłych ludzi, ktorymi zawsze sie chciałam otaczać. I te pasjonatki na blogu.

  • chiara76

    bardzo przyjemna ta pocztówka. Miłego wypoczynku;)

  • Bee

    Miejsce i plany sielankowe. Od ubiegłego roku jestem fanką Południa Francji, obfitującego w siedliska rozkoszne jak zaprezentowane w niniejszym i archiwalnym wpisie :) Niestety, piszę te słowa już z Wrocławia, na szczęście upalnego i słonecznego.

  • moni

    ach jak Wam zazdroszczę! To właśnie okolice Prowansji najbardziej zachwyciły mnie we Francji hmmmmm rozmarzyłam się:) Naszym numerem jeden było malutkie miasteczko Bonnieux (trochę już w stronę Lazurowego) – ale było tak, jak piszesz – cicho, i jednocześnie wszystko tam grało i pachniało. (swoją drogą zaciekawił nas tam wszędobylski zapach … orzechów??;/).
    Przyjemności!

  • guciamal

    Oczywiście, że widać, tylko jeszcze trzeba znać język, aby odczytać.Nie mów mi o starzeniu, bo co dopiero ja miałabym powiedzieć. Mów, że młodniejemy, a że ci nie podpasował – bywa. Może to po trochu przesyt. Ja nie przeczytałam tak dużo jak ty, więc mam nadzieję, że mi się mimo wszystko spodoba, bo bardzo wiele sobie po nim naobiecywałam. Pozdrawiam, a co do wspólnej kawki – będziemy w kontakcie mailowym.

  • spacerynadsekwana

    Bosko!
    Samo patrzenie na to zdjecie mnie relaksuje :)

  • czara

    @peek-a-boo
    Dobrze mówisz! Bardzo mili towarzysze wakacyjnego lenistwa.

    @guciamal
    nie widać może na zdjęciu, ale pierwsza książka po prawej to właśnie Ventre de Paris – Brzuch Paryża. Ciekawa jestem Twojego zdania. Mnie po raz pierwszy Zola irytował. Jego litanie opisów wydawały mi się często zbędne, a fabuła schematyczna… Starzeję się chyba;)

    @Ewo
    jak Ty to robisz, że pojawiasz się zazwyczaj pierwsza? :) Co do Twoich obserwacji zgadzam się jak najbardziej. Dobra książka w pięknym otoczeniu i parę prostych wiktuałów to ostatnio dla mnie naprawdę rajskie wyposażenie.

    @Mario
    Cisza, Mazury, 14 dni… To brzmi rajsko, z całą pewnością! Nie daj się korporacji, już za niedługo będziesz spokojna jak kwiat lotosu na gładkiej tafli jeziora.

    @Ardiolo
    mogę Cię zrozumieć, sama się wychowałam we totalnie „nowym świecie”, zawsze wydawało mi, że to co ładne i dobre musi błyszczeć nowością. Najstarsze mieszkania jakie znałam były z lat pięćdziesiątych, w wiosce moich dziadków stawiało się maleńkie domy z drewna, potem się je burzyło i stawiało na nowo… Nie miałam pociągu do żadnych antyków, do przedmiotów z historią itp. Ale po paru latach wśród potomków dawnej francuskiej burżuazji (mocno zubożałej zresztą), gdzie w domach walają się dokumenty z datą thermidor roku II, stare biblie, pamiątki po Napoleonie III itp, wszystko mi się zmieniło. Tutaj stary wózek nie jest tyle synonimem przemijania, co trwania.
    Ale cóż, to kwestia gustu, przyzwyczajeń, no i temperamentu.
    Mam nadzieję, że tam gdzie mieszkasz jesteś otoczona ludźmi i ich świeżą energią. I że to Ci pozwoli wyrwać się z tej depresji, o której piszesz.
    Pozdrawiam!

  • ardiola

    Ja tez zajrzałam do odnośników. Znam te odludzia we Francji aż nazbyt dobrze, jedziesz kilkanaście kilometrow i totalna pustka. Mnie to bardzo przygnębia. Takie niezmierzone odległości, jak w US prawie. Nawet , gdy jestem bardzo zmęczona pracą, wolę odpoczywać w dużych kurortach, z ludźmi dookoła. Opiekujemy się teraz teraz zagubioną domeną wśród pól, jeździmy tam, co dwa, trzy tygodnie. Czuję tam obecność jakis duchów z przeszłosci, przerażające dla mnie miejsce, taki dotyk wieków, historii, która przeszła przez to miejsce. Te stare sprzęty z winnic, przykurzone ogromne beczki, a wśród nich mały staroświecki wózek , albo rowerek dziecięcy, dla mnie makabryczne skojarzenia z pewnych muzeów, ludzi, którzy dawno odeszli. Nie wiem, chyba w związku ze swoim wiekiem mam taki strach przed przemijaniem, taką niezgodę na to i nie wzrusza mnie ta dla innych ciepła patyna czasu, zszarzałe kolory i wydeptane kamienne schody. Mój mąż lubi takie odludzia, dla mnie to widma czasu.
    Nie chciałam urazić niczyich uczuć tym komentarzem, sama jestem w jakiejś niekończącej się depresji.

  • maria

    Pięć dni w raju. Pięknie napisane. Po ostatnich korporacyjnych absurdach, których ciągle doświadczam, nawet nie marzę o raju. Tylko o ciszy. To już za chwilę, na Mazurach…14 dni raju.

  • Ewa

    Wróciłam; pierwszy raz przeczytałam tuż po ‚narodzinach wpisu’. Musiałam jednak pozaglądać do wszystkich odnośników/odsyłaczy.
    W sumie nie wiele nam do szczęścia potrzeba; książka, serek, chlebek, winko, dobrze gdy jest błękitna pogoda – i to są b.dobre wiadomości. Proszę o więcej, lubię potwierdzać swoje obserwacje :)

  • guciamal

    Mnie w sierpniu czekają co najmniej dwie Zole- dotarł do mnie wyczekiwany Brzuch Paryża :) i wylosowano mi w zabawie czytelniczej Nanę. Ale Zola w takim otoczeniu, jak twoje powiedziałaby ma pewną konkurencję :), a te wesele, spływ kajakiem i wycieczka, jako mały przerywnik w kontemplacji- och jak dobrze to rozumiem. Pozdrawiam

  • peek-a-boo

    Faktycznie, towarzystwo w tym raju może miałaś nieanielskie, ale na pewno wyśmienite. Pan Perec i Zola, to chłopaki, o których marzy każda czytająca dziewczyna ;)