Dom słońca


W
Krakowie moi znajomi spalili już Marzannę. Niestety nie udało się jej
podobno utopić, złowieszczo uchywciła się jakiejś wysepki na Rudawie i
pewnie dlatego znowu spadł śnieg. Tymczasem wiosna w Paryżu
zainstalowała się na dobre, przynosząc
temperaturę oscylującą około siedemnastu stopni i wreszcie ogrzewając
całą moją zmarzliwość.

Na jej cześć, w
weekend, oficjalnie zakończyłam sezon zimowy, szusując po alpejskich
stokach w pełnym słońcu. Robiąc pozimowy przegląd osoby własnej, z
przykrością stwierdzam, że mój stan po zimie jest jak zwykle fatalny.
Trudno gojące się
odmrożenia na stopach, mała kontuzja ponarciarska i całe ciało domagają
się pilnej
zmiany pory roku. Dlatego, na pohybel odchodzącej zimie i dla
wszystkich z Was, pragnących już słońca, ciepła i kwiatów, tym
razem nie będzie zimowych zdjęć, nart i ośnieżonych gór…

Mój mały prywatny wehikuł czasu zabierze Was do domu rodzinnego D., w
którym
spędziliśmy ubiegły weekend, ale domu już majowego. Oto właśnie Cagnard,
czyli w dialekcie prowansalskim „miejsce pełne słońca”.



Dom jest niewielki i zagubiony między górami… Chroniony
skalistymi szczytami przed wiatrem, wystawia się w stronę słońca, w
sposób godny swojej nazwy.




Wtulony mocno w stromą górę.

Trzysta lat temu, gdy dom powstawał budowany z
okolicznego kamienia, okna
musiały być małe, by nie nadwerężać jego konstrukcji.
U jego stóp stajenka dla współlokatorów.


Można wejść do niego od dołu, bądź od góry. A flaga, choć normalnie
trójkolorowa, dziś zmieniła się, by uhonorować gościa z dalekiego kraju…



Dwa poziomy połączone są drabiniastymi schodami. W kuchni
najważniejszy mebel w każdym francuskim domu – stół.

Choć wiosną i latem, jemy głównie na tarasie. Sałata,
sery, oliwki, bagietka i wino. Nie wiem, ile przyznałby nam gwiazdek
Michelin, ale dla mnie to prawdziwa uczta.



Czasem goście wpadają na mały aperitif…






Górna część, przekształcona z dawnego strychu na siano,
ma większe okna, wpuszczające dużo światła. Wchodzi się do niej drabiniastymi schodami.



Za domem kryje się mały ogródek…




Patrzy na Was Pomponette, spożywająca obiad, tuż obok
swojego lokum. Czyli nasza współlokatorka, o której można przeczytać tutaj.



Zresztą okolica wydaje się być rajem dla osiołków i koni,
wszędzie ich pełno. Ponadto dom jest zamieszkany przez cztery koty,
owczarka niemieckiego i… popielice! Popielic nie widziałam nigdy,
chowają się przed kotami.
Może tak jak i ja, mają alergię?




Od najbliższego miasteczka, dom dzieli kawałek drogi. Gdy
się przyjrzycie, dostrzeżecie świątynię, w której pastorem przez wiele
lat był Tata D.




A oto kilkusetletnie Pismo, o którym była już mowa tu.

Okiennice maluje się tu na niebiesko, bądź lawendowo.
Domy zbudowane są z charakterystycznego kamienia i pokryte taką samą
dachówką z wypalanej gliny.



W maju nie kwitnie jeszcze lawenda. Fioletowy kolor
zapewniają natomiast irysy, których słodka nazwa przywodzi mi na myśl
cukierki chrupane przeze mnie w dzieciństwie.




Tutejsze skaliste góry, Prealpy, wyglądają
groźnie i imponująco
.



A okolicy aż roi się od takich ruin, pozostałości
średniowiecznych
zamków, kiedy to każdy senior, jak to Francuz, musiał się puszyć we
własnym zameczku.
..

Gdy zapada zmierzch, na „domem słońca” rozciąga się bardzo czarna noc. Niebo usiane jest kropeczkami gwiazd, o których D.
potrafi opowiadać niesamowite historie. Kładziemy się na trawie i
patrzymy, ja słucham…

Dobranoc.



21c komentarze/y do Dom słońca

  • czara

    :) Dwa tchnienia zatem.

  • ~Jo

    ależ widoki, miejsce nie dość, że piękne to tchnie historią :)

  • r-p (czara)

    @Anhelli – cieszę się, że Ci się spodobało. Dzięki za linka – zajrzę na pewno :)
    Pozdrawiam!

  • Anhelli

    Przepiękne zdjęcia. Zwłaszcza te z wnętrza i okolic domu… Wspaniały klimat, magiczna otoczka, czyli wszystko to, co Anhelli lubi najbardziej :)

    pozdrawiam serdecznie i zapraszam do siebie, jakbyś chciała. Będzie mi miło :)
    (www.anhelli-anhelli.blogspot.com)

  • r-p (czara)

    @Logosviator – oczywiście, że „con amore”! Ciągle i niepoprawnie zakochuję się w miejscach i ludziach :)

    Bardzo mnie kusi, by poznać historię domu, ale w przeciwieństwie do innych domów rodziny D., akurat ten nie jest odziedziczony, tylko odkupiony, zresztą w fatalnym stanie. Wcześniej był w posiadaniu bardzo skromnych rodzin (ale protestanckich oczywiście;), a takie rodziny, rzadko pozostawiają po sobie jakieś źródła… Wiem tylko, że początkowo składał się z jednej izby, tej z paleniskiem (w poprzednim zimowym wpisie zdjęcie). W miejscu kuchni mieszkało bydło, tarasu i górnej części w ogóle nie było. Tyle architektura, inne historie można jedynie… wymyślić :)

    @Mała Mi – wow, chciałabym mieć choćby metr kwadratowy ogródka. Może mogłabym hodować coś więcej niż tylko bazylię i miętę ;)

  • mala mi

    Ojej jakzesz ja zatesknilam za takiem bezludziem….!
    Przepiekny dom i cudna okolica.
    Wiem ze to nie to i nigdy nie bedzie ale wlasnie takie wspomnienia i zdjecia nadaja mi powera by zrobic cos ciekawego na swoim metrze kwadratowym ogrodka :)

  • logosviator

    Co za niezwykłe miejsce!
    Jakże ciekawe ludzkie historie muszą się z nim wiązać – przez te kilkaset lat istnienia owego domostwa na pewno działo się tam wiele. Nie kusiło Cię aby to poznać? Może opisać?

    Piękny fotoreportaż – zrobiony tak… con amore ;)
    Pomyślałem też, jak życie ludzi w takim miejscu musi być sprzężone z rytmem natury – z porami roku, z których każda musi mieć tam bardzo specyficzny, niezwykle wyrazisty charakter.

    No i jeszcze te bagietki, wino, ser i oliwa :)

  • r-p (czara)

    @Olka – oczywiście! Spacery należą do rozrywek obowiązkowych. Gorzej tylko, jak się robi bardzo stromo…

    @Chiaro – muszę otworzyć oficjalny fanklub w takim razie, jest już nas trójka!

    @Nothinggirl – zbiegu, nie wiem wielu rzeczy ale jestem jednego pewna – maj przyjdzie na pewno :) Ja również tego wszystkiego zazdroszczę, podobnie płytko i niegodnie, rodzicom D., bo to ich włości ;) Pozdrawiam serdecznie!

  • nothinggirl

    Ach, Zbiegu! Wszechobecna na fotografiach zieleń natchnęła mnie nadzieją (może u nas też się niedługo pojawi!). Wierny ośli wzrok Pomponette rozczulił mnie do granic. A samego siedliska, francuskiego stołu, drewnianych okiennic i ogrodu płytko i niegodnie zazdroszczę!

    Ach :-)

  • chiara76

    chciałam tylko napisać, że my z P. stajemy się niniejszym fanami Pomponette;))

  • Olka

    Czaro, piękne miejsce. A zdobywasz czasem te górskie szczyty? ;)

  • r-p (czara)

    @Chiaro – to musisz odjąć co najmniej jedną gwiazdkę, bo z południa Francji do Grecji jest jeszcze kawałek ;)

  • chiara76

    o la la!!
    cudo;) zazdraszczam.
    No, moja droga, nie wiem, ile by wam dał Michellin, ale ja wam daję pięć gwiazdek, to uczta w sam raz dla mnie właśnie, sery, sery, bagieta, winko i pogryzanie winogron i więcej mi nic do szczęścia nie potrzeba;)) (MOże jeszcze, żeby to w Grecji mogło być?:))

  • r-p (czara)

    @egoiste – fakt, łatwiej zdecydowanie porównać warunki pogodowe ;)

  • egoiste

    ciezko jest porownywac tak rozne krainy jak normandia i prowansja.
    ex-tesciowie mieszkali u podnorzy Le Castellet.

  • r-p (czara)

    @egoiste – Normandia to również wspaniałe miejsce, w niczym nie ustępujące Prowansji, moim zdaniem. No, oprócz słońca, bądźmy szczerzy :) Z la Drôme niestety do morza jest kawałek i to jest jego absolutnie jedyna wada. Duża zaleta – turystycznie to miejsce jest zupełnie nieznane, chociaż w ostatnich latach podobno pojawiło się paru Holendrów z camperami ;) (a mogę z ciekawości czystej zapytać w jakim miejscu znajdował się ten dom teściów?)

    @Obieżyświatko – nie będę ukrywać, że układając tego posta, myślałam o Tobie :) Tym bardziej cieszę się, że Ci się podoba. Niestety, nie mam pojęcia co do nazwy pnącza, jestem botanicznym zerem ;)

    @Holly – mnie najbardziej zachywca w tym domu totalne odizolowanie i brak innych domostw w zasięgu wzroku (mimo, że najbliżsi sąsiedzi są zawsze pod ręką i bardzo uczynni). No i oślica, którą uwielbiam, przyznaję :D Co do flagi – to rzeczywiście ujmujący gest ojca D, wywiesza ją zawsze jak przyjeżdżam, no może oprócz 14 lipca ;)
    Rozczuliła mnie w Twoim komentarzu ta grubaśna świnka chińska :) Czy świnki chińskie mają coś wspólnego z wietnamskimi? Szczerze mówiąc najpierw pomyślałam o morskich, ale chyba nie o te Ci chodzi?

  • holly

    Czara,
    Ja juz bym z takiego miejsca nie wrocila…najwiekszym moim marzeniem, to zamieszkac wlasnie w takim domu i miec za towarzystwo wlasnie takiego osla,chinska swinke (bardzo grubasna!) i duzo psow rozmaitych ras…I piekna jest ta polska flaga…moi tesciowie chyba nigdy by takiej w swoim gorskim domu w Valais nie powiesili…Moze tego ci zazdroszcze najbardziej… Pozdrawiam

  • Obiezy_swiatka

    Czaro, czarujesz!
    Pięknie tam jest, taki raj na ziemi. Wiesz, że kocham Francję, więc tym wpisem sprawiłaś mi dużo radości!Dziękuję.
    Lubię takie domy, surowe, a jednak pełne ciepła.
    I te kolory okiennic!
    A czy może wiesz, jak nazywają się te pnącza nad okiennicami? Bardzo je lubię, ale z botaniki to u mnie kiepsko ;)
    Dobrej nocy!
    O.

  • egoiste

    prowansja… wiem, znam bo ex-tesciowie mieszkali wcale niedaleko a juz prawie na côte d’azur. lawenda, pola oliwne, charakterystyczne domy z kamienia z malymi okienkami, grubymi murami, bo trzeba sie chronic przed zarem letniego slonca. kuchnia prowansalska- moj Boze! wesola, sloneczna, przywodzaca na mysl radosc i szczescie. prowansja, po hiszpani, potwierdzila moja milosc do oliwy z oliwek.
    rodzice mojego obecnego chéri mieszkaja w uroczym domku w normandii chwile od morza i chociaz ja normandzkie rozlegle plaze wole od tych poludniowych to jednak wiem, ze za prowansja bede tesknic.

  • r-p (czara)

    @Witaj Ruda :) Ech… przyznam się, że ja też.

  • Ruda

    Pięknie. Chciałabym tam być:)